poniedziałek, 29 września 2014

Veni, vidi, vici

Wykąpani, uczesani i wyspani - czas na krótkie podsumowanie!

Dla tych, no, śmierdzących leni link do zdjęć już tutaj. Nie musisz czytać naszych wypocin do końca!

Według systemu GPS firmy CMA pokonaliśmy dystans 4918 km. Według licznika w Poldożuku 5202 km. W Poldożuku licznik prędkości zaniżał prędkość względem nawigacji, więc tych kilometrów przebytych jest więcej. Średnia spalania wyszła w okolicach 8l/100km więc byliśmy pozytywnie zaskoczeni! Dokładne spalanie i ilość zużytego paliwa podamy jak policzymy (jeśli policzymy :)) Poldożuk łyknął dokładnie 3,5 litra oleju i w zasadzie tylko tyle (innych płynów nie uzupełnialiśmy)

Odwiedzone Państwa: Słowacja, Czechy, Austria, Słowenia, Włochy, Francja, Hiszpania

Usterki:

Najpoważniejsza to półoś która zdecydowanie chciała zostać we Francji, trzy kilometry przed kempingiem, dlatego postanowiła opuścić Poldożuka. To w zasadzie był koniec naszej wędrówki a już na pewno dotarcie na czas do mety. Jednak nasza determinacja sprawiła, że na drugi dzień ruszyliśmy w dalszą podróż! Pomniejsze to: brak świateł (przepalone styki we włączniku), spalony włącznik nawiewu.

Wyjazd generalnie był nastawiony na wypoczynek, dlatego w Lloret de Mar byliśmy prawie tydzień! Do domów nam się nie spieszyło... Najgorsze co przeżyliśmy to zmiana klimatu i temperatury a kaloryfery jeszcze nie grzeją :(

Pewnie nasuwa Wam się pytanie czym lepiej? Żukiem czy Poldożukiem? Nie można jednoznacznie określić, ponieważ jest zupełnie inaczej. Jednak w moim odczuciu (Oczator) Żukiem jest dużo lepszy klimat. W Poldożuku czuliśmy się jak sardynki. Jedyne plusy to mniejsze spalanie i prędkość przelotowa na poziomie ~110km/h.

Wróciliśmy w fantastycznych humorach nie żałując ani minuty wyjazdu! Byliśmy zgraną paczką i w zasadzie przy każdej decyzji byliśmy jednomyślni. Brakowało nam jednak bardzo Kuraka, a Grzegorz się strasznie rozpił ;-)

W tym miejscu chcielibyśmy raz jeszcze podziękować naszym Darczyńcom, bez których nasz wyjazd i uśmiech dzieciaków nie byłby możliwy!

Przypominamy, w tym roku pojechali z nami:




Firma Odzieżowa „BARBARAS”
ul. Szkolna 11, 28-200 Staszów
Siedziba: Sztombergi 100, 28-200 Staszów
Tel. +48 15 865 29 12
sklep online: sklep.barbaras.pl



Foto Gala
fotografia i grafika
+48 790 33 56 77
+48 785 33 56 77
info@foto-gala.pl


Maximus Oil Sp. z o.o.
ul. Św. Maksymiliana Kolbego 16
85-433 Bydgoszcz
tel.: 52 521 40 40


DRAAiT Auto - Tomasz Miksa 
31-481 Kraków, ul. Emila Dziedzica 4 
tel. firm. : (12) 44 - 24 - 704 
tel. kom. : 507 - 330 - 715
tel. kom. : 505 - 423 - 004

Dziękujemy również firmie CMA za wypożyczenie sprzętu do śledzenia naszych poczynań na trasie. Nasza rodzina była tym zachwycona!


Dziękujemy naszym bliskim za wiarę i pomoc, bez Waszego wsparcia nie byłoby to możliwe!

Chcieliśmy podziękować ekipie Helmuta, bez której nasza podróż byłaby niemożliwa. Pomogli nam zainstalować półoś na swoim miejscu!

Dziękujemy Załodze Czołgu Sportowego  przejechaliśmy praktycznie całą trasę razem i przy każdej okazji pomagaliśmy sobie wzajemnie. Rozłączyliśmy się dopiero we Włoszech. Wstali wcześniej od nas i oto co nam zostawili! Dziękujemy!



Dziękujemy firmie DRAAiT Auto za pomoc w regeneracji alternatora oraz instalacji dodatkowego wentylatora na dzień przed wyjazdem.

Dziękujemy Pracusiowi za pomoc przy przygotowaniu Poldożuka, bez Pana Henryka nie byłoby to możliwe! 

Dziękujemy firmie Barbaras za wspaniałe zagłówki, które robiły furorę oraz niezliczoną ilość podkoszulek!



Dziękujemy wszystkim ekipom za zaangażowanie się, kiedy potrzebowaliśmy pomocy!

Kurakowi za bezinteresowną pomoc w organizacji! Jesteś wielki i nie chodzi o Twój nadbagaż ;-)

Na sam koniec chcielibyśmy podziękować Organizatorom za włożony trud i próbę ogarnięcia tak ogromnej imprezy!

...koniec formalności!

Przypominamy tylko, że Poldożuka kupiliśmy na 6 dni przed wyjazdem! 





Przed wyjazdem


...po wyjeździe


Najpoważniejsza awaria - wysunięta półoś z kołem. Problemem okazał się pierścień zabezpieczający łożysko, po prostu się wysunął. Na nasze nieszczęście to rocznik 1996, gdzie fabryka zaczęła montować z tyłu bębny zamiast tarcz hamulcowych. W związku z tym musieliśmy rozebrać cały bęben w tym odkręcić przewód hamulcowy. Niestety jak to w starych samochodach system jest zero jedynkowy czyli w 99% przewód ukręca się podczas próby jego odkręcenia. Tak oczywiście stało się i w naszym przypadku. Postanowiliśmy "zabić" przewód a następnie ścisnąć - użyliśmy klucza żabki do ściśnięcia. Klucz zaś trytytkami, pleminikami, opaskami, tajsami zwał jak zwał przyczepiliśmy do resora :) Na trzech kołach hamujących zrobiliśmy prawie 3000km :) Słów jeszcze parę na temat podwórka Francuza... Otóż nasza przygoda zaczęła się kilkaset metrów przed prywatną posesją. Grzegorz przejechał rondo na którym coś chrupnęło, coś zgrzytnęło i za rondem stwierdza "coś jest nie tak! to chyba sprzęgło, wrzucam bieg, puszczam sprzęgło a samochód stoi!", wtedy nie wiedzieliśmy, że półoś wysunęła się delikatnie (niezauważalnie) ale na tyle, że zadziałał mechanizm różnicowy i całe przeniesienie napędu było na koło, którego nie było :) Za chwil parę pojawiła się ekipa Wartburgiem (dziękujemy!) i zaproponowali hol (w końcu kemping był niecałe 3km dalej). Po zapięciu na hol i przejechaniu kilkuset metrów półoś z kołem wyszła na tyle, że samochód powiesił się nadkolem na oponie. Podlożuk nie ruszy się nawet na centymetr... droga ruchliwa, kierowcy trąbią... co tu zrobić, aż tu nagle jak z podziemi znalazło się kilka ekip Złombolowych i krótka, szybka decyzja, wyrzucamy z samochodu co się da na pobocze i w kilku "chłopa" dźwigamy tył samochodu i przepychamy pojazd na najbliższe podwórko. Posesja miała 3 znaki, nie parkować, teren prywatny... Jednak nie mieliśmy innego wyjścia. Nikogo również w budynkach nie było. Samochód pozostawiliśmy do rana. Po przyjeździe na drugi dzień zjawił się właściciel który otworzył garaż i zaproponował prąd, który i tak był niezbędny do zespawania pierścienia. Po usunięciu usterki Ola zapytała właściciela ile mamy zapłacić za parkowanie oraz prąd, facet wyciągnął 5€ z kieszeni i powiedział "proszę, wpłacicie na dzieci...". Coś pięknego! Należy również zauważyć, że przez podwórko ów Francuza przewinęło się kilkadziesiąt ekip, które widząc Poldożuka na podnośniku wjeżdżało na posesję proponując pomoc :)







Dzięki Helmut raz jeszcze za pomoc!!



Prowizorki są zawsze najlepsze ;)


Jeśli ktoś śledził naszego bloga i pamięta Wilsona i jego cycki to spieszymy z wyjaśnieniem, oto Wilson



...a to jego cycki. Oczywiście Tomaszek się do nich dorwał!


Wybraliśmy naszym zdaniem najciekawsze zdjęcia z wyjazdu i jak zawsze udostępniliśmy publicznie, jeśli nie masz jeszcze dość to gorąco zachęcamy do oglądania i komentowania!

zdjęcia tutaj

Szybki flash z mety :)




Pytasz drogi czytelniku co dalej? jak żyć? Nie wiemy co zrobimy z Poldożukiem jeszcze, nasze serce jest w Pieszczochu! W najbliższym czasie zapadną decyzję o czym oczywiście poinformujemy!




sobota, 27 września 2014

Na HAJłeju

Po wielu dniach ciężkiej podróży co chwila okraszanych piwem, winem, krewetkami, włoską pizzą, hiszpańską paellą i francuską bagietom a także licznych kąpielach słonecznych, basenowych i morskich, rozkładaniem i składaniem namiotów, pompowaniem samopompujących mat dotarliśmy do austriackiej mekki zwanej przez tubylców tudzież autochtonów i innych pojebów Motorhotel Oldtimer który przywitał nas wurstem, schabem i gluaszem i arktycznym mrozem +20 stopni.

Przebyliśmy na chwilę obecną 4179km i 200 metrów. Jutro kierunek dom, no chyba, że nam się tutaj się spodoba.

Dokładną relację przedstawimy w niedzielę, jak się wykąpiemy.

Kilka fotek uporządkowanych analfabetycznie
















niedziela, 21 września 2014

Wieści wieści

Na wstępie przepraszamy za brak aktywności na blogu, powodów było wiele - jeden z najważniejszych to bardzo utrudniony dostęp do Internetów.

Jesteśmy piąty dzień na kempingu w Lloret de Mar i jest nam za dobrze. W piątek pojechaliśmy na cały dzień do Barcelony.

Niestety powoli wracamy do rzeczywistości i tak z drugą ekipą poszukujemy aktualnie cewki do ich Poloneza a w naszym musimy oglądnąć hamulce bo coś delikatnie w nich stuka.

W dniu jutrzejszym powoli wybieramy się w kierunku Polski.

Tak jak pisał Kura (za co dziękuję. Napisał już w swoim życiu 3 posty:)) wyszła nam półoś z kołem na lewym tyle. Sprawa była bardzo poważna, to praktycznie był koniec naszej wycieczki, ale udało się nam  jakoś to poskładać i póki co podróżujemy na trzech kołach hamujących. Na szczęście to tył, więc praktycznie podczas hamowania nic nie odczuwamy.

Oto wierszyk Tomaszka o naszej awarii (niecenzuralne słowa!)
Gdzieś przy wtorku popołudniu,
pod Saint Tropez na południu,
upierdolił Poldon koło,
ożesz kurwa! nie wesoło!
uruchomić procedury!
musim znaleźć kawał rury!
wyklepiemy, pospawamy,
Złombolowi radę damy!
przy pomocy ekip paru,
naprawiło się pomału,
koło, kręci w dobrą stronę
można rżnąć na Barcelone!


środa, 17 września 2014

C10H15N

22.15 - Pieszczoch Baby dojechał do mety.

Vanishing point

Dla zaintersowanych infromacja o Pieszczochu  Baby:
Wczoraj wieczorem Oczator skotaktował sie ze mną.
Na wstępie zakazał: Żartów  [Kura: Niemoralne] oraz dokuczania Oczatorowi [Kura: to już na prawdę przesada} oraz poinformował mnie na temat awarii autka.
Właściwie nie poinformował tylko spytał czy spakowałem mu imbusy na drogę :) [Kura: nie nie spakowałem - Oczator miał impusy w swoim super zestawie "Stanley" - okazało się, że faktycznie ma - ale za małe)

Usterka polegała na tym, że lewa tylna półoś postanowiła zostać we Francji, podczas gdy reszta auta chciała jechać do Hiszpani.
Można spojrzeć na to z dwóch stron (jak w znanym kabarecie):
 - jedno koło jest zepsute
 - 3 koła są sprawne.

Szczęśliwie przy wsparciu innych załóg (którym ktoś spakował imbusy :D) udało się rozkręcić wszystko dookoła uszkodzonej półosi. Niestety okazało się, iż uszkodzeniu uległ układ hamulcowy (urwany cylinederek).
Następnego dnia, znowu przy wsparciu innych załóg i spawarki udało się naprawić półoś i następnie zainstalować ją w samochodzie. Auto znowu miało 4 koła sprawne i 0 zepsutych.

W stylu tzw. Rzeźby został naprawiony układ hamulcowy.
Mam tylko opis słowny:
"Odcieliśmy przewód hamulcowy z cylinderkiem, trzeba było użyć klucza do zabezpieczenia końcówki przewodu [Kura: Zdjęcie poniżej]

a klucz przymocowaliśmy do resora tajsami [Kura: Zdjęcie poniżej]

wygląda na to, że będzie działać..."

Po skończeniu prac - Pieszczoch Baby ruszył w kierunku mety.

poniedziałek, 15 września 2014

Wieści z frontu!

Wieści z frontu

na kemping po rejestracji dotarliśmy przed jedenastą, po drobnych problemach udało się nam zarejestrować"pssst"

Pogoda nie rozpieszczała ale nie było źle no"pssst" Mimo złych warunków Tomaszek zrobił niezłego wała.

Poldożuk był tak dociążony, że na prograch charował dupskiem"pssst"

Na szczęście niezwłocnie wdrożyliśmy procedurę odciążania poprzez metabolizowanie zabranych, dociążających płynnych destylatów zobożowtch doprawianych szyszeczkami chmielowyim oraz tomaszkowymi "pssst", "pssst", "pssst", "pssst"

Po całonocnej walce z ciężarami oraz integracją z pozostałymi ekipami (pozdrawiamy Irlandię) udaliśmy się na START "pssst"
Jak zwykle byliśmy ostatni "pssst"

Do Komarom na węgrzech dotarliśmy w okolicach ósmej z trzeźwym jak działo Tomaszkiem"pssst" Szybka integracja i spać"pssst"

Tomaszek Wiśniewski powstawał w tym dniu kilka razy"pssst"

Nastał wieczór, rozbiliśmy namioty "pssst","pssst","pssst","pssst" i wstaliśmy rano "pssst"

W Komarom dzięki spirali nie daliśmy się Komarok"pssst". Późnym rankiem czym prędziej poczekaliśmy aż wszystkie ekipy się zbiorą, dopilnowaliśmy
aby wszyscy bezpiecznie opuścili teren kempingu"pssst"

Gdy nie było już nikogo i wiało nudą jak w gaciach starego bosmana padło bezwłocznie "jedziemy?" pod wodzą Grzegorza ruszyślimy
w długą i wyczerpującą pełną niespodzianek grzmotów i gradów do Grado we Włoszech"pssst" Tomaszek się bujał a Łukasz stawiał sobie maszt"pssst"

Oczator w tym dniu miał dyspenzę i robił za nawigatora"pssst" Przynajmniej przez pierwszą połowę dnia"pssst"
później trzeba było jego nawigować"pssst"

Willson zdobył nowe cycki*

Odcinek Włochy zrobiła Ola"pssst"

Na kempingu w Grado jak zawsze była Złombolowa integracja"pssst","pssst","pssst","pssst","pssst","pssst","pssst","pssst","pssst","pssst","pssst","pssst","pssst","pssst","pssst","pssst","pssst"

Odpowiadając na pytania innych załóg, które pamiętają Pieszczocha Seniora taki o to potoczył się dialog:
- w tamtym roku mieliście większego Pieszczocha
- w tym roku jest Poldożuk bo mamy małego

Kemping w Grado okazał się baaardzo duży co sprawiło wielkie kłopoty lokalizacyjne Tomaszkowi"pssst" Stracił się na sześć godzin Po półtorej godziny wędrówki wynajął rower za piwo bez wiedzy właściciela aby odnaleźć nasz dom"pssst" Dom odnalazł ale nie swój Po wymianie używek Tomaszek skręcił w swoim kierunku"pssst" Po odnalezieniu swojego namiotu Tomaszek udał się oddać rower odzyskując piwo"pssst" Zamiast wymienić rower na piwo, wymienił rower na katamaran oraz kilku nowych Złombolowców.

Czym prędzej skoro świt upewniszy się że wszystkie załogi bezpiecznie opuściły teren kempingu, sami udaliśmy się w kiernuku Levanto na kemping picche"pssst" skąd nadajemy do Was drodzy czytelnicy"pssst"

*O Willsonie w następnym odcinku

niedziela, 14 września 2014

Wyjazd - start w Katowicach



Wczoraj był wielki dzień - wyjazd z Katowic do Hiszpani.
Samochód na starcie z ekipą w komplecie (Łukasz oczywiście w trakcie pozowania nie powstyrzmał się od używania telefonu):
W tym roku ze względu na ilość załóg (ponad 400) pełny przekrój demoludów na starcie:
Czarna wołga, 2 karawany na polonezie, velorex, 2 barkasy, tarpan i klasycznie masa Fiatków 125,126, Polonezów, Żuków i Nysek (niestety nie zdążyłem przejść całego placu):





Sporo znajomych z poprzednich edycji:
Madzia "Cichopek" z drużyną

 Małgola z Wojtusiem i ich Biały kieł)


Abuela -  Żuk Smutek (w tym roku znowu mieli rację - Łukasz faktycznie nie zamontował telewizora). Ujęcie auta wybitne :)


Wracamy do Pieszczocha Baby - poniżej moje życzenie do tegorocznego Teamu:


Uczciewie informują o brakach w samochodzie:
W tym roku udało się stworzyć lołrajdera (zakładam, że wraz z opróżnianiem zapasów z bagażnika, auto wróci do poziomu):


Załadowani do środka, gotowi do wyjazdu.
Auto zastartowało bez najmniejszego problemu, drobne zgrzyty z silnika i jedziemy. .

Chciałbym zwrócić uwagę na numer startowy. W zesżłym roku było 17. W tym miało być niżej :). 
Niestety nowy system przyznawania numeracji zniweczył wszystkie zabiegi Łukasza (cały czas badamy na czym on polegał) - Pieszczoch był jednym z pierwszych zarejestrowanych na Złombol. 
Łukaszku  - nie przejmuj się "241" też jest ładne:
2  - osoby z przodu
4 - osoby w aucie
1 - samochód