piątek, 23 sierpnia 2013

Kronika wyjazdu. Dzień trzynasty.

To ostatni wpis Maćka. Naszego pokładowego skryby! Dziękujemy. W dniu jutrzejszym kilka słów okiem Oczatora na temat wyjazdu. Właśnie dotarliśmy do swoich domów. Czas na zasłużony odpoczynek!

Sarpsborg - Ystadt. 530 km,

Jestem obrażony za ten przytyk Kuraka dotyczący mojej daty urodzenia. Co prawda faktycznie gdybym tylko coś jeszcze pamiętał (mam sklerozę starczą) i gdybym mógł się jeszcze ruszać (mam starczą osteoporozę i zwyrodnienia stawów) to bym im jeszcze pokazał na co mnie stać, ale nie mam już na to siły. Powiedziałem im więc, że olewam ich kompanię i wracam do domu i poprosiłem czy by mnie nie podrzucili.

No więc jedziemy właśnie do Ystadt, gdzie ok 22:30 mamy prom do Świnoujścia. Jak dobrze pójdzie to o 2:30 będziemy już w polskim porcie a stamtąd to już prosta droga do domu.

Po drodze nic się nie dzieje. Kopki siana, krowy jedzą, brak akcji jest. Ponieważ nie ma Afgana a Ola siedzi z przodu, to mamy z Kurakiem po jednej kanapie na głowę. Leżę więc sobie i rozmyślam, jakim wygodnym autem jest prosty polski Żuk. Odkąd torba Oli (o którą od jakiegoś czasu toczą się zacięte boje) znalazła w końcu swoje miejsce gdzieś indziej niż na samym środku auta, to zrobiło się naprawdę dużo przestrzeni.
I w trakcie tego błogostanu taka mnie naszła refleksja. Jeśli miałbym jechać na kolejny Złombol to tylko Żukiem. Auto samo w sobie zajebiste i wręcz idealne na włóczenie się po świecie. Tyle że po tym, jak na stonach niniejszego bloga bezczelnie obsmarowałem wszystkich chyba z teamu Lumpeksskład wiadomym jest, że Oczator z Kurakiem więcej mnie ze sobą nie wezmą. Także jakby ktoś chciał w przyszłym roku zabrać ze sobą podstarzałego skrybę który nie zna się na autach ale za to dużo je i pije, proszę pisać. Postaram się nie zawieść i znów będę obnażał wszystkie słabości i intymne sekrety nowego teamu. A tymczasem 200 km do promu. Pieszczoch daje radę i wyprzedził nawet jedno Ferrari. Akurat jechało na lawecie...

Jesteśmy na promie. Cali i zdrowi. Pieszczoch nie zwiódł. Stanął na wysokości zadania po raz trzynasty na tym wyjeździe. I po raz nie wiem który w swoim życiu. W końcu Pieszczoch ratował kiedyś ludzkie życie jako pojazd strażacki. Za to wzbudzał ogólne zainteresowanie kierowców stojących w kolejce. Co chwilę ktoś podchodził, wypytywał, zaglądał do środka. Miłe to bardzo. Fajnie, że było legendy motoryzacji wciąż są w cenie. I nawet jeśli nie ma w tych autach siedmiocalowych ekranów LCD, alcantary i szyberdachu na guziki, wciąż fascynują. I myślę że dzięki takim właśnie ludziom jak Złombolowcy te auta będą żyły między nami jeszcze długie lata.

Jutro jeszcze tylko przejazd przez Polskę. Jakieś 600 km i będziemy w domu. Nic ciekawego. W związku z powyższym kończę oficjalnie nijesze wpisy na blogu. Na tym kończy się moja przygoda ze Złombolem 2013. Ale mam nadzieję, że nie ze Złombolem w ogóle.

Na koniec chciałbym bardzo podziękować Oczatorowi i Kurze. Pierwszemu za to, że na prawie 2 tygodnie oddał mi swojego bloga. Obu Panom za to, że pomimo mojej ignorancji mechanicznej i totalej bezużyteczności w przypadku awarii wzięli mnie ze sobą. Powiem więcej, obaj Panowie przed wyjazdem widzieli mnie może kilka razy, a jednak zaryzykowali. I dzięki nim przeżyłem przygodę, o jakiej nawet bym nie pomyślał. Dziękuję.


Masta.

1 komentarz:

  1. Macku,rozumiem Cie co do Oczatora,trudny typ, wiem,znam, tez cierpie. Ale Kura? Toz to sama dobroc. Napewno Go zle zrozumiales,napewno mowil o Lukaszu! Nastepnym razem moze Oczator popilnuje domu a my pojedziemy we trojke?

    Baska
    ps
    podziwiam, wytrzymac z Nimi...swiety czlowiek...istna ja.

    OdpowiedzUsuń