środa, 21 sierpnia 2013

Kronika wyjazdu. Dzień jedenasty

Trondheim - Sogndal, 410 km.

Dziś wielkie zmiany. Drużyna poddała partię i przegłosowała mnie i trochę Olę. Zwyciężył głos rozsądku i pragmatyzm. I zasadniczo się z tą nową trasą zgadzam. No więc po krótce jest tak. Odpuszczamy Drogę Atlantycką, Alesund, Bergen, Geiranger, Przełęcz Trolli, Bergen, Kjeagerbolta, Roros i jeszcze kilka fajnych miejsc. Jedziemy za to do Oslo przez Jotunheimen (tyle udało się wywalczyć) i dalej do Kopenhagi. Ja oczywiście wyję z bólu, ale faktycznie chłopaki mają rację. Trochę chyba przesadziłem z tą trasą i ambicja mnie poniosła. Tak czy siak w Oslo mamy w planach wysadzić Wojtasa (już mamy go dość i chcemy się go pozbyć) a dalej przez mosty na Bełtach wrócić do Polski.

A na razie pędzimy w kierunku Jotunheimen. Pogoda dopisuje, humory też. Za to z uwagi na totalną degrengoladę która nas dopadła (zmiana trasy i poddanie się bez walki z Drogą Trolli), z głośników leci disco polo i jakiś ruski pop. A, i po drodze drogą kupna nabyliśmy materiał na wieczornego grilla oraz trochę piwa. Stąd pewnie te humory.

Jotunheimen zabrało nam trochę czasu. Po pierwsze dlatego, że sweet fociom nas i Pieszczocha nie było końca a po drugie dlatego, że Oczatorowi udało się mooocno rozgrzać hamulce i sprzęgło. Musieliśmy zatrzymać się po drodze, żeby dać im odpocząć, bo smród znów zaczynał negatywnie oddziaływać na Olę. Znów zaczęła się szamotać i wydawać dziwne dźwięki. Zwłaszcza na widok lodowca. I choć zimno było jak w prosektorium, była mgła i wiało jak w mieście latających scyzoryków, to wszystkim się bardzo Jotunheimen podobało. No i Pieszczoch spisał się na medal. To naprawdę dobrze przygotowane profesjonalne auto wyprawowe. Szacun dla mechaników.   Na noc zjeżdżamy do Sogndal. Mamy mięso na grilla i piwo, więc zapowiada się ciekawy wieczór. Oby tylko nie padało.

Aaa, czy ja już wspominałem, że za Trondheim spotkaliśmy prawdziwego sporego łosia? Nie? No to wspominam. Stał przy drodze ale na widok groźnego Pieszczocha pierzchnął jakby go prąd popieścił. Zanim zdążyłem wyciągnąć aparat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz