poniedziałek, 15 października 2012

Veni, vidi, vici - Czas na podsumowanie

Na bieżąco informowaliśmy podczas wyjazdu, dużo pisaliśmy podczas przygotowań. Czas na krótkie, treściwe podsumowanie. Minął czas na ułożenie sobie tego w głowie.

Czy wyjazd był udany?

Tak, był. Niesamowita wolność. Niesamowity klimat. Mnóstwo nowych znajomości. Zepsuł się samochód jakiejś mijanej ekipie? Wszyscy Złombolowcy się zatrzymywali, pomagali, pożyczali części. Wszystko bezinteresownie. Tylko dojechać. Samochodu się nie udało naprawić? wsiadajcie z nami, jedziemy. Nie wracacie do domu! Jedziemy dalej! Coś pięknego, raczej niespotykane w codziennym egzystowaniu. Szczególnie w Polsce. Ponad 5 000 km, 11 państw, współczesnym samochodem nie wybrałbyś(aś) się tak normalnie, spontanicznie. My to zrobiliśmy, udało nam się, i to Żukiem! prędkość średnia ~60km/h. Przemierzyliśmy takie kraje jak Bośnia i Hercegowina, Albania, Serbia. Od zawsze myśleliśmy, że to czarna, niebezpieczna dziura, tak nas uczono, tak nas informowano. Stereotypy trzeba zmieniać. Mamy odmienne zdanie na ten temat, po przejechaniu tych państw! Niewątpliwie motorem napędowym był Pieszczoch, aby zrobić w dwa tygodnie tyle kilometrów i pokonać tyle państw. Czy na co dzień, nie będąc globtroterami podjęlibyście taką decyzję i wyruszyli?

Co najbardziej nam się podobało?

tańsze wino niż woda w Chorwacji. Żart. Jak wspomniałem wcześniej, niesamowita wolność. Setki przygód "na każdym kroku". Najbardziej zapamiętałem Grecję. Okolice Salonik. Przez 2 godziny kręciliśmy się i nie mogliśmy znaleźć kempingu. Stwierdziliśmy (a było już bardzo późno), co tam, wjeżdżamy na plażę i tam śpimy. Samochodami wjechaliśmy na plażę, rozbiliśmy się, rozpaliliśmy grilla. Rano, jak to rano, bez namiotu otwieramy oczy a tutaj turyści zażywają słońca, morza... Spotkanie z autochtonami! coś pięknego, kiedy podchodzą pytają, witają ciepło. Celnicy! Uśmiech, brak kontroli (oprócz granicy Serbia - Węgry, gdzie rozkazali nam nawet wykładzinę odkręcić - jednak na nasze życzenie, przez nasze zachowanie).

Czy wybieramy się za rok?

Tak! Jednak nauczeni doświadczeniem, wiele tematów przeprowadzimy zupełnie inaczej. Naszym błędem było wybranie się w tak małym składzie. Powinniśmy jechać w 6-8 osób. Przygotowania Pieszczocha będą również inne. Mamy nadzieję, że destynacja będzie dla nas wyzwaniem i ciekawym kierunkiem. Myślimy, że każdy złapał tzw. "bakcyla" wyjeżdżając po raz pierwszy. 

Czy coś zepsuło się w Pieszczochu?

Nic poważnego. Włącznik od dodatkowego wentylatora przy chłodnicy. Zbyt duży prąd przez niego przepływał i po prostu się usmażył. Klamka. Mechanizm się zaciął i trzeba było wyrwać klamkę, aby otworzyć drzwi. To tyle z usterek. Dość mocno zaniepokoił nas dziwny szumiący dźwięk podczas jazdy, kiedy wracaliśmy. Początkowo obawialiśmy się, że to wał napędowy lub most. Po krótkiej weryfikacji okazało się, że łożyska w tylnych kołach zaczęły szumieć, zrobiły się luzy. Dojechaliśmy jednak bez problemu. Oczywiście bałem się od momentu startu, aż do powrotu, że coś może się poważnego zepsuć. Na szczęście to my byliśmy przez cały wyjazd dawcami części zapasowych, które zabraliśmy ze sobą.

Kilka słów o samej imprezie?

Być może tutaj wypowiadam się w swoim imieniu, ale myślę, że chłopaki podzielają moje zdanie. To coś wspaniałego. Przeżyć taką przygodę i do tego pomagać. Cieszymy się z uzbieranych najwyższych do tej pory środków, które są przeznaczone na domy dziecka (to ponad 300 tyś). Chciałbym przypomnieć, że impreza była charytatywna. Dlatego tym bardziej to coś niesamowitego, zebrać tak wiele wariatów, starych samochodów, dotrzeć i powrócić a do tego pomagać.

Moje subiektywne odczucie odnośnie organizacji, to niedosyt związany z metą. Brak oficjalnej części. Oczywiście chciałbym zaznaczyć, że władze Złombolu z góry określiły swoje stanowisko - nie zapewniamy niczego. Dlatego też nie muszą zgadzać się z moim stanowiskiem. Przyjazd na metę był jak każdy inny, kiedy to pojawialiśmy się na kolejnym kempingu. Zdaję sobie sprawę z tego, że było wiele załóg, rozpiętość między pierwszą a ostatnią ekipą kilkanaście godzin. Jednak można było chociaż na bramie zawiesić z papieru toaletowego napis meta! witamy! Jeśli władze Złombolu nie czuły się na siłach, to chociaż trzy słowa od ojca prowadzącego - czyli Prezesa Fundacji Nasz Śląsk. W końcu mógłby się pojawić. To już szósta edycja imprezy, fundusze zgromadzone na koncie nie małe. jednak jestem optymistą i myślę, że za rok będzie zdecydowanie lepiej! Fundusze zebrane jeszcze większe. Czego Dzieciom z całego serca życzę!

Pieszczoch jest wspaniały, kocham go!

uwielbiam tym samochodem jeździć. Zapewne reszta ekipy również. Po przyjeździe przez tydzień jeździłem nim jeszcze do pracy. Trudno było się rozstać. Faktem jest również to, że reakcja przechodniów, ludzi stojących na przystankach, czy też siedzących w samochodach jest "nieziemska". Praktycznie każdy się uśmiecha i ogląda za nim, za Pieszczochem. Tego nie da się opisać słowami. Trzeba jechać w Pieszczochu.

Na sam koniec podsumowania chciałbym w swoim imieniu i reszty ekipy podziękować wszystkim, którzy nawet w najmniejszym stopniu pomogli, przyczynili się do tego, aby nasz wyjazd w ogóle się odbył a do tego udał! 

Dziękujemy naszym najbliższym (rodzice, żona, kochanka, kochanek) za cierpliwość i wyrozumiałość.

Dziękujemy naszym Darczyńcom - Barbaras, Foto-Gala, Bajkowy Kuferek w imieniu naszym i dzieciaków!

Czas dla tych, którzy jak zwykle dobrnęli do końca moich wypocin, na zdjęcia z wyjazdu. Ponieważ jest ich wiele, udostępnione zostały na picasie. Komentarze pod zdjęciami, mile widziane!

link do zdjęć - klik - Czytelniku, warto, oglądnij!

Blog nie zostanie zamknięty. Mamy kilka pomysłów związanych z Pieszczochem (oprócz Złombolu 2013). Będziemy starali się na bieżąco informować. Być może blog zmieni nazwę. Kura i Oczator mają jeszcze kilka zwariowanych pomysłów. Niech holzgas będzie z Wami!

Oczator