środa, 12 sierpnia 2015

Owszem, nie jedziemy

Pokonało nas Lloret de Mar. Trudna trasa. Nikt nie odważy się z nas jechać po raz kolejny Żukiem, a już na pewno w tak trudną trasę. Nie ważne jak zrobisz hamulce, nie ważne jakie wprowadzisz fjuczery. To nie dla nas. Wymiękamy.

Czy tak sielanka:



czy takie trasy:




Podczas Złombolu nawet Oczator latał...


Oczator prawie wywrócił...


Nawet Pieszczoch strzelał focha




Był na końcu świata



W tym roku nawet Kapitan nie dał rady...



To już jest koniec programu.

ech...

cóż mamy powiedzieć?

Owszem, nie jedziemy

Czemu?

bo tak.

Wpisani na listę?

Tak.

wpłacili co trzeba?

Tak.

no to o ssso chodzi?

O nic.

Domyśl się...

Nie, to nie kobieta.

W tym roku nie startujemy. Powodów jest wiele. Wszystkie są trywialne. Brak czasu. Brak czasu i Brak czasu. Zapomnieliśmy o Braku czasu...?

Jest nam przykro. Nie wiecie jak!!

Raz pojechałeś, poczułeś? Nie odpuścisz. To coś podobnego do Woodstocku... W tym roku też nie byliśmy. Owsiak zły. Bardzo zły.

Nie mamy nic na swoje usprawiedliwienie.

Pieszczoch nie został naprawiony, zapytasz czemu? No cóż. Brak Czasu.

Mimo wszystko krew nas zalewa.

Plan oczywiście w związku z Pieszczochem jest. Zrobić wszystko, dokończyć co miało być w tamtym roku.

A co się dziwisz?

Dupa :(

A echo odpowiedziało mać, mać, mać...

czwartek, 22 stycznia 2015

Poldożuk sprzedany Złombol 2015 ogłaszamy!

W końcu udało się sprzedać Poldożuka. Trafi do rąk Złombolowiczów, którzy w tym roku wybierają się po raz pierwszy. Gratulujemy wyboru!


w końcu uaktualniliśmy blog. Aktualizacji nabawiły się:
- O nas
- Darczyńcy
- Podróże
- Dziennik

oraz delikatna kosmetyka strony.

Złombol 2015

Katowice – Passo Dello Stelvio 2757m n.p.m - “królowa Alp”


Dziewiąta już edycja powiedzie nas przez Czechy, Szwajcarię, Liechtenstein, Austrię, Włochy

Start: 15.08.2015
Meta: 18.08.2015

To wyjątkowo trudna edycja! Mimo dystansu, który jest krótszy od dotychczas pokonywanych, oczekujemy olbrzymich wyzwań, szczególnie wobec sprzętu. Spędzimy dwa pełne dni na najtrudniejszych trasach i przełęczach w Europie.

Po zwiedzeniu Wiednia, pływaniu w pięknym jeziorze Bodeńskim i przejechaniu Liechtensteinu czekają na nas dwa pokręcone dni na alpejskich drogach! Po drodze będziemy nocowali nad najgłębszym jeziorem Alp, Lago di Como.

Będziemy mieli dość zjazdów, podjazdów, przegrzanych silników oraz hamulców, ale nie niesamowitych widoków. Będziemy spoceni od redukowania biegów do jedynki.... a to dopiero początek, bo na finał 9. edycji czeka na nas królowa wszystkich przełęczy, również zwana królowa Alp... przełęcz Passo del Stelvio! Jadąc od strony Bormio to 21,5 kilometra podjazdu przy średnim nachyleniu 7,1%. 1533 metrów różnicy wysokości.

Słowami Jeremiego Clarksona z Top Gear mówiąc..."najlepsza na świecie droga do jazdy samochodem", a jeszcze na nas czeka zjazd.....24,3 kilometrów 48 zakrętów oraz rekordowe 1800 metrów różnicy wysokości. Nie wiemy ile przerw techniczno-chłodzących nas czeka na tych 46 kilometrach ale obawiam się, że może to potrwać :)

LINK na trasę poglądową

Pieszczochowi nie straszne takie trasy. Clarkson opisze trasę, którą Pieszczoch będzie jechał. Od 8:20...




Czego możecie oczekiwać:
Serpentyn, jezior, przełęczy, podjazdów, zjazdów i niesamowitych widoków
Przejazdu przez Czechy, Austrie, Szwajcarie, Liechtenstein i Włochy
Zwiedzania Wiednia, jeziora Bodeńskiego, Davos, najgłębszego jeziora Alp „Lago di Como” no i oczywiście przejazdu królową Alp i wszystkich przełęczy, PASSO DELLO STELVIO
Rozmaitych awarii, załamań nerwowych, napraw oraz nieudanych napraw, przegrzanych silników i nie tylko
Problemów na szwajcarskiej granicy :)
Złombolowej integracji

Czego NIE możecie oczekiwać:
Pomocy mechaników
Pomocy Assistance
Call Center
Usług Lawety
Pomocy psychologa
Części zamiennych
Wodzireja
Niańczenia
Rozpatrywania skarg i zażaleń
Demokracji
Wygodnych noclegów ani dobrej pogody!
Złombol nigdy nie dotarł tak wysoko!!
Będzie extremalnie!
Będą zagotowane silniki!
Będzie wielki wyczyn!
Nie będzie pomocy!
Będzie wielka przygoda! 
Złombol – the real gamble!


Disco! Disco! Partizani!

wtorek, 23 grudnia 2014

Żyjemy, jesteśmy, myślimy

Na początku musimy wspomnieć o bardzo ważnej kwestii! Nikt nie kupił Poldożuka vel. Żuka juniora! Oczator jest obrażony. Pomijając słowo okazja, Poldożuk stoi pod chmurką i gnije. Czemu na to pozwalacie? Szczytny cel za środki z Poldożuka miał być. Zakup silnika do Pieszczocha! Efekt? Pieszczoch bez reanimacji a junior stoi i gnije...

dla mniej i bardziej wtajemniczonych:

tutaj a później tutaj

No co się paczysz? kup juniora, choćby ze względu na seniora!


Nie kupicie? Nie ma problemu, naklejki zostaną usunięte i pójdzie do żyda, tego chcecie?!?

Złombol 2015 odbędzie się i to jest najważniejsze. Ekipa Pieszczocha w 2015 wyrusza właśnie nim. Za wszelką cenę. Nawet Kura, ojciec seniora, mając juniora coś wspomniał o tym, że znajdzie czas! Kochamy Cię!

Masło maślane się wylało. 

Plan zakłada minimum. Ponieważ Pieszczoch doczekał się wszystkiego nowego oprócz serca, w tym roku plan zakłada minimum - silnik C20NE. Czyli engine np.: z Opla Omegi - 2.0l 8v, 116km. Próbujemy porozumieć się z ekipą która była Żukiem na Złombol 2014 dokładnie z tym silnikiem aby omówić za i przeciw.

co nowego u niego? możesz przeczytać:

Ebuela! Może w tym roku (2015) będzie spokojniej i uda nam się w końcu wstawić TV do samochodu, które montujemy 4 rok...

Fakt jest taki - jedziemy. Po raz kolejny pomożemy dzieciakom, sami na urlopie dobrze się bawiąc.

Ogłoszenia parafialne:
- do kupienia zajebisty Żuk junior - Poldożuk -> http://allegro.pl/show_item.php?item=4925575843
- widziałeś to ogłoszenie na Allegro? -> http://allegro.pl/show_item.php?item=4925575843
- spiąć pośladki! Popytać znajomych, czy ktoś nie jedzie i nie chce kupić zajebistego Poldożuka!

Jak było w tym roku? wystarczy że klikniesz tutaj i zobaczysz!

być cool? czemu nie?!? pracujemy nad własnym filmem. Pójdziemy krok do przodu, nie będzie trzech odrębnych filmów z roku 2012,2013,2014 - po prostu! zrobimy jeden. Podsumowanie!

a tymczasem:








czwartek, 9 października 2014

Pieszczoch Baby na sprzedaż!

Aktualizacja, konto odblokowane, aukcja już działa:

http://allegro.pl/show_item.php?item=4767714497


Aukcja cały czas jest aktualna - niestety z nieznanych nam przyczyn konto nasze na Allegro zostało zablokowane, aktualnie wyjaśniamy i postaramy się wznowić aukcje tak szybko, jak to możliwe.

póki co, ogłoszenie dostępne tutaj:
http://olx.pl/oferta/polonez-caro-96-okazja-CID5-ID7q1JD.html#936103820a

Niestety mamy smutną wiadomość. Nie stać nas, aby utrzymywać dwa samochody na Złombol. Nasze serce jest w Pieszczochu Seniorze, dlatego postanowiliśmy sprzedać Poldożuka, Pieszczocha Baby. Wszystkie środki zostaną przekazane na naprawę Seniora aby przygotować go na Złombol 2015.

Prosimy o udostępnianie linku i szerzenie informacji o sprzedaży. Opisaliśmy aukcje uczciwie nie pomijając żadnego szczegółu!

Oddamy go tylko w dobre ręce!

Z góry dziękujemy!

link do aukcji: allegro.pl

poniedziałek, 29 września 2014

Veni, vidi, vici

Wykąpani, uczesani i wyspani - czas na krótkie podsumowanie!

Dla tych, no, śmierdzących leni link do zdjęć już tutaj. Nie musisz czytać naszych wypocin do końca!

Według systemu GPS firmy CMA pokonaliśmy dystans 4918 km. Według licznika w Poldożuku 5202 km. W Poldożuku licznik prędkości zaniżał prędkość względem nawigacji, więc tych kilometrów przebytych jest więcej. Średnia spalania wyszła w okolicach 8l/100km więc byliśmy pozytywnie zaskoczeni! Dokładne spalanie i ilość zużytego paliwa podamy jak policzymy (jeśli policzymy :)) Poldożuk łyknął dokładnie 3,5 litra oleju i w zasadzie tylko tyle (innych płynów nie uzupełnialiśmy)

Odwiedzone Państwa: Słowacja, Czechy, Austria, Słowenia, Włochy, Francja, Hiszpania

Usterki:

Najpoważniejsza to półoś która zdecydowanie chciała zostać we Francji, trzy kilometry przed kempingiem, dlatego postanowiła opuścić Poldożuka. To w zasadzie był koniec naszej wędrówki a już na pewno dotarcie na czas do mety. Jednak nasza determinacja sprawiła, że na drugi dzień ruszyliśmy w dalszą podróż! Pomniejsze to: brak świateł (przepalone styki we włączniku), spalony włącznik nawiewu.

Wyjazd generalnie był nastawiony na wypoczynek, dlatego w Lloret de Mar byliśmy prawie tydzień! Do domów nam się nie spieszyło... Najgorsze co przeżyliśmy to zmiana klimatu i temperatury a kaloryfery jeszcze nie grzeją :(

Pewnie nasuwa Wam się pytanie czym lepiej? Żukiem czy Poldożukiem? Nie można jednoznacznie określić, ponieważ jest zupełnie inaczej. Jednak w moim odczuciu (Oczator) Żukiem jest dużo lepszy klimat. W Poldożuku czuliśmy się jak sardynki. Jedyne plusy to mniejsze spalanie i prędkość przelotowa na poziomie ~110km/h.

Wróciliśmy w fantastycznych humorach nie żałując ani minuty wyjazdu! Byliśmy zgraną paczką i w zasadzie przy każdej decyzji byliśmy jednomyślni. Brakowało nam jednak bardzo Kuraka, a Grzegorz się strasznie rozpił ;-)

W tym miejscu chcielibyśmy raz jeszcze podziękować naszym Darczyńcom, bez których nasz wyjazd i uśmiech dzieciaków nie byłby możliwy!

Przypominamy, w tym roku pojechali z nami:




Firma Odzieżowa „BARBARAS”
ul. Szkolna 11, 28-200 Staszów
Siedziba: Sztombergi 100, 28-200 Staszów
Tel. +48 15 865 29 12
sklep online: sklep.barbaras.pl



Foto Gala
fotografia i grafika
+48 790 33 56 77
+48 785 33 56 77
info@foto-gala.pl


Maximus Oil Sp. z o.o.
ul. Św. Maksymiliana Kolbego 16
85-433 Bydgoszcz
tel.: 52 521 40 40


DRAAiT Auto - Tomasz Miksa 
31-481 Kraków, ul. Emila Dziedzica 4 
tel. firm. : (12) 44 - 24 - 704 
tel. kom. : 507 - 330 - 715
tel. kom. : 505 - 423 - 004

Dziękujemy również firmie CMA za wypożyczenie sprzętu do śledzenia naszych poczynań na trasie. Nasza rodzina była tym zachwycona!


Dziękujemy naszym bliskim za wiarę i pomoc, bez Waszego wsparcia nie byłoby to możliwe!

Chcieliśmy podziękować ekipie Helmuta, bez której nasza podróż byłaby niemożliwa. Pomogli nam zainstalować półoś na swoim miejscu!

Dziękujemy Załodze Czołgu Sportowego  przejechaliśmy praktycznie całą trasę razem i przy każdej okazji pomagaliśmy sobie wzajemnie. Rozłączyliśmy się dopiero we Włoszech. Wstali wcześniej od nas i oto co nam zostawili! Dziękujemy!



Dziękujemy firmie DRAAiT Auto za pomoc w regeneracji alternatora oraz instalacji dodatkowego wentylatora na dzień przed wyjazdem.

Dziękujemy Pracusiowi za pomoc przy przygotowaniu Poldożuka, bez Pana Henryka nie byłoby to możliwe! 

Dziękujemy firmie Barbaras za wspaniałe zagłówki, które robiły furorę oraz niezliczoną ilość podkoszulek!



Dziękujemy wszystkim ekipom za zaangażowanie się, kiedy potrzebowaliśmy pomocy!

Kurakowi za bezinteresowną pomoc w organizacji! Jesteś wielki i nie chodzi o Twój nadbagaż ;-)

Na sam koniec chcielibyśmy podziękować Organizatorom za włożony trud i próbę ogarnięcia tak ogromnej imprezy!

...koniec formalności!

Przypominamy tylko, że Poldożuka kupiliśmy na 6 dni przed wyjazdem! 





Przed wyjazdem


...po wyjeździe


Najpoważniejsza awaria - wysunięta półoś z kołem. Problemem okazał się pierścień zabezpieczający łożysko, po prostu się wysunął. Na nasze nieszczęście to rocznik 1996, gdzie fabryka zaczęła montować z tyłu bębny zamiast tarcz hamulcowych. W związku z tym musieliśmy rozebrać cały bęben w tym odkręcić przewód hamulcowy. Niestety jak to w starych samochodach system jest zero jedynkowy czyli w 99% przewód ukręca się podczas próby jego odkręcenia. Tak oczywiście stało się i w naszym przypadku. Postanowiliśmy "zabić" przewód a następnie ścisnąć - użyliśmy klucza żabki do ściśnięcia. Klucz zaś trytytkami, pleminikami, opaskami, tajsami zwał jak zwał przyczepiliśmy do resora :) Na trzech kołach hamujących zrobiliśmy prawie 3000km :) Słów jeszcze parę na temat podwórka Francuza... Otóż nasza przygoda zaczęła się kilkaset metrów przed prywatną posesją. Grzegorz przejechał rondo na którym coś chrupnęło, coś zgrzytnęło i za rondem stwierdza "coś jest nie tak! to chyba sprzęgło, wrzucam bieg, puszczam sprzęgło a samochód stoi!", wtedy nie wiedzieliśmy, że półoś wysunęła się delikatnie (niezauważalnie) ale na tyle, że zadziałał mechanizm różnicowy i całe przeniesienie napędu było na koło, którego nie było :) Za chwil parę pojawiła się ekipa Wartburgiem (dziękujemy!) i zaproponowali hol (w końcu kemping był niecałe 3km dalej). Po zapięciu na hol i przejechaniu kilkuset metrów półoś z kołem wyszła na tyle, że samochód powiesił się nadkolem na oponie. Podlożuk nie ruszy się nawet na centymetr... droga ruchliwa, kierowcy trąbią... co tu zrobić, aż tu nagle jak z podziemi znalazło się kilka ekip Złombolowych i krótka, szybka decyzja, wyrzucamy z samochodu co się da na pobocze i w kilku "chłopa" dźwigamy tył samochodu i przepychamy pojazd na najbliższe podwórko. Posesja miała 3 znaki, nie parkować, teren prywatny... Jednak nie mieliśmy innego wyjścia. Nikogo również w budynkach nie było. Samochód pozostawiliśmy do rana. Po przyjeździe na drugi dzień zjawił się właściciel który otworzył garaż i zaproponował prąd, który i tak był niezbędny do zespawania pierścienia. Po usunięciu usterki Ola zapytała właściciela ile mamy zapłacić za parkowanie oraz prąd, facet wyciągnął 5€ z kieszeni i powiedział "proszę, wpłacicie na dzieci...". Coś pięknego! Należy również zauważyć, że przez podwórko ów Francuza przewinęło się kilkadziesiąt ekip, które widząc Poldożuka na podnośniku wjeżdżało na posesję proponując pomoc :)







Dzięki Helmut raz jeszcze za pomoc!!



Prowizorki są zawsze najlepsze ;)


Jeśli ktoś śledził naszego bloga i pamięta Wilsona i jego cycki to spieszymy z wyjaśnieniem, oto Wilson



...a to jego cycki. Oczywiście Tomaszek się do nich dorwał!


Wybraliśmy naszym zdaniem najciekawsze zdjęcia z wyjazdu i jak zawsze udostępniliśmy publicznie, jeśli nie masz jeszcze dość to gorąco zachęcamy do oglądania i komentowania!

zdjęcia tutaj

Szybki flash z mety :)




Pytasz drogi czytelniku co dalej? jak żyć? Nie wiemy co zrobimy z Poldożukiem jeszcze, nasze serce jest w Pieszczochu! W najbliższym czasie zapadną decyzję o czym oczywiście poinformujemy!




sobota, 27 września 2014

Na HAJłeju

Po wielu dniach ciężkiej podróży co chwila okraszanych piwem, winem, krewetkami, włoską pizzą, hiszpańską paellą i francuską bagietom a także licznych kąpielach słonecznych, basenowych i morskich, rozkładaniem i składaniem namiotów, pompowaniem samopompujących mat dotarliśmy do austriackiej mekki zwanej przez tubylców tudzież autochtonów i innych pojebów Motorhotel Oldtimer który przywitał nas wurstem, schabem i gluaszem i arktycznym mrozem +20 stopni.

Przebyliśmy na chwilę obecną 4179km i 200 metrów. Jutro kierunek dom, no chyba, że nam się tutaj się spodoba.

Dokładną relację przedstawimy w niedzielę, jak się wykąpiemy.

Kilka fotek uporządkowanych analfabetycznie